Siła drzemie wewnątrz nas – wywiad z Rafałem Penarem

„Uwierz w siebie” – z ust niektórych tak entuzjastycznie wypowiadane słowa, a jednak często zamiast siły napędowej zalewają nas strachem i przerażają wizją przyszłości. Co wtedy robimy?
Poddajemy się, tracimy chęci do działania, które zawiera w sobie tyle siły, magii i geniuszu.

Udało mi się dotrzeć do człowieka, który swoją postawą zainspirował do działania niejednego swojego rówieśnika. Rafał Penar – dziewiętnastolatek z małej miejscowości, pasjonat, wielokrotny zdobywca złotych medali na Mistrzostwach Polski i finalista Mistrzostw Świata 2014 na nartorolkach.

Ekopernik: To może na początek opowiesz nam, jak wyglądały początki Twojej kariery?

Rafał Penar: Początki mojej „kariery” były pokręcone. Zawsze chciałem zostać piłkarzem, od małego ganiałem za piłką, ale za namową ojca zacząłem również trenować biathlon. Pierwsze dłuższe treningi biegowe sprawiały mi przyjemność i na myśl o możliwości strzelania z prawdziwego karabinu, coraz bardziej mnie do tego sportu pociągało. W ostatniej klasie gimnazjum musiałem wybrać, co chcę w przyszłości robić, czy nadal grać w piłkę (w LKS Iwonka Iwonicz) czy biegać na nartach (w IKN Górnik Iwonicz Zdrój, zresztą to mój obecny klub). Wybrałem biathlon i trafiłem do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem. Nie żałuję tej decyzji, spełniam tym samym swoje marzenia.

Podobno Twoje wizyty na SORze były częste…

Tak, to prawda, jeżeli chodzi o moje „obicia” i „stłuczenia”, często trafiałem do szpitala. Zawsze szukałem adrenaliny, a moja budowa ciała nie ułatwiała tego. Jeżeli dobrze pamiętam, to około czterech razy złamałem lewą rękę, dwa razy prawą, raz nogę i byłem dwa razy szyty. Na szczęście mam już cztery lata przerwy od nieszczęść.

Ile czasu poświęcasz na treningi?

Nasz sezon przygotowawczy zaczyna się w maju. Od tamtej pory uczestniczyłem w około trzystu treningach, pomimo chorób, które w tym sezonie często mnie dopadają. Trening trwa blisko dwóch godzin, zazwyczaj dwa razy dziennie.

Jak Ci się współpracuje z trenerem i pozostałymi zawodnikami? Rywalizacja nie wpłynęła negatywnie na Wasze relacje?

Jeżeli chodzi o trenera, nie mogłem trafić na lepszego. Tomasz Sikora to najlepszy polski biathlonista wszech czasów i cieszę się, że mogę z nim trenować. Przekazuje nam całą swoją wiedzę o tym sporcie i dba o nas, byśmy mieli odpowiednią formę na najważniejsze zawody. Jeżeli chodzi o rywalizację z moimi kolegami z kadry – na pewno nie miała negatywnego wpływu. Dobrze się bawimy i dogadujemy, chociaż mimo wszystko zawsze chcę z nimi rywalizować i pokazać z jak najlepszej strony, zwłaszcza podczas wewnętrznych sprawdzianów.

Nigdy w siebie nie zwątpiłeś? Nigdy nie pomyślałeś, iż chciałbyś skończyć ze sportem, że jesteś zmęczony,  ale na tyle usatysfakcjonowany, żeby zacząć w swoim życiu nowy rozdział, związany kompletnie z czymś innym?

Oczywiście, że bywały takie chwile, szczególnie w lecie, kiedy treningi są najdłuższe i najcięższe, a mieszkając w Iwoniczu Zdroju (pomiędzy obozami) nie ma się predyspozycji do treningu. Muszę sam szukać miejsc, trenować, pilnować się i skrupulatnie wykonywać plan napisany przez trenera kadry. Póki co nie myślę o innych zajęciach, sport daje mi wystarczającą satysfakcję z życia.

Podobno bardzo dużo czasu spędzasz poza domem, wyjeżdżasz na zawody, obozy, dodatkowo studiujesz. Jak udaje Ci się to wszystko pogodzić?

To prawda, w domu jestem bardzo rzadko, w ciągu miesiąca uzbiera się może tydzień. Resztę wypełniają obozy i – zwłaszcza zimą – zawody. Jak na razie nie przejmuję się studiami, mam ułatwioną sytuację. Wybrałem uczelnię AWF w Katowicach, kierunek – zarządzanie sportem. Właśnie na tej uczelni władze są bardzo przychylne studentom-sportowcom. Posiadam IPSPN, co oznacza indywidualny tok, w którym mogę zaliczyć dane przedmioty, nawet kiedy nie ma mnie przez większą część roku na uczelni.

Może uchylisz rąbka tajemnicy i zdradzisz nam, jak wygląda wolny czas zawodników podczas obozu?

Nasz wolny czas na obozach nie wygląda zbyt ciekawie. Z samego rana jemy śniadanie, później chwila odpoczynku i pierwszy trening. Po treningu szybka kąpiel i spanie do obiadu. Po południu kolejny trening i znowu – kąpiel, kolacja, chwila dla siebie i o 22 idziemy do swoich łóżek.

Kończąc, może poradzisz nam, szukającym swojego miejsca na ziemi, jak uwierzyć w siebie i z całych sił dążyć do upragnionego celu?

Chyba tylko to, co jest najbardziej oczywiste – mimo ciężkich chwil nie można się poddawać i trzeba mocno wierzyć, że kiedyś to, co robimy, przyniesie oczekiwany rezultat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.