Komiksy na dużym ekranie

Ostatnio obserwujemy prawdziwy bum na ekranizacje komiksów. Głównie tych pochodzących z universum Marvela bądź DC. Jest to z pewnością świetna okazja do tego, by box office cieszył oczy okrągłymi liczbami. Stąd takie filmy są raczej mało cenione. Traktuje się je jako porządne blockbustery, utarło się przekonanie, że nie przedstawiają żadnej większej wartości merytorycznej, a ze strony wizualnej mogą pochwalić się co najwyżej dobrymi efektami specjalnymi. Są jednak takie ekranizacje, które balansują między typowym komercyjnym kinem, a jakąś formą sztuki.

Trzeba przecież pamiętać, że zarówno film jak i komiks do miana sztuki pretendują (nawet tej wysokiej). Jakich więc filmów nie omijać, gdy zabieramy się za obrazy nawiązujące do komiksów? Nie będzie to ranking, choć nie ukrywam, że im dalej, tym pozycje bardziej przeze mnie lubiane.

300” (2006)

Jedni nienawidzą, inni uwielbiają. Ja znajduję się pośrodku. Film ten jest z pewnością szeroko znany. Jest to historia, charakteryzująca się luźną interpretacją prawdziwych wydarzeń, bitwy pod Termopilami, gdzie dzielni Spartiaci w liczbie trzystu żołnierzy odpierają atak wielkiej armii perskiej. Dzieło przepełnione patosem, efektami komputerowymi, pięknymi kobietami i umięśnionymi wojownikami w slipach. Czyli tym, co najlepiej się sprzedaje. Jednak Zack Snyder włożył tu cząstkę swego oryginalnego podejścia do filmów. W dodatku może pochwalić niezłą obsadą. W roli Leonidasa Gerard Butler, a piękną królową gra tutaj Lena Headey (tak, ta zła królowa z „Gry o tron”). Warto zobaczyć i pamiętać, że film ma za zadanie odwzorować klimat komiksu. I udaje mu się to znakomicie.

V jak Vendetta” (2005)

To ekranizacja z pewnością bardzo znana, podobnie jak „300”. Jest to adaptacja dzieła Alana Moore’a, jednego z najbardziej znanych twórców komiksów. James McTeigue ukazuje alternatywny świat, w którym rządzi tyrania. Sprzeciwia się jej pewien zamaskowany pan, który poza tym, że ma głos Hugo Weavinga, potrafi też świetnie posługiwać się bronią wszelakiego rodzaju, przede wszystkim zaś białą. Stanowi to wielki, wspaniały manifest wolności. Różnoracy bojownicy o wolność uwielbiają cytować wypowiedzi V (np. „Idee są kuloodporne”), a jego maska stała się wręcz nieśmiertelnym symbolem. Pomijając ideologię, mamy tutaj do czynienia z ciekawą fabułą, intrygującym bohaterem, doskonałą obsadą aktorską. Natalie Portman asystująca Hugo wypada rewelacyjnie. A inni dotrzymują im kroku. Kto nie oglądał, ten musi nadrobić.

Kruk” (1994)

Film chyba niezbyt znany. A szkoda. Jest to bardzo ciekawa i dopracowana adaptacja komiksu Jamesa O’Barra. Otóż pewien mężczyzna, imieniem Eric Draven, zostaje w przeddzień Halloween brutalnie zamordowany wraz ze swoją narzeczoną. Rok później wraca spod ziemi (dosłownie, wygrzebuje się bowiem z grobu) w celu zemsty. Tytułowy kruk natomiast jest jego łącznikiem pomiędzy światem żywych i umarłych. Już sama historia jest bardzo ciekawa. Dodajmy do tego mroczny klimat deszczowego miasta, mafiosa o niepokojącym uśmiechu, Erica-mściciela o dość oryginalnym makijażu… i voila! mamy naprawdę kawał dobrego kina komiksowego. Gra aktorska stoi na najwyższym poziomie. Co ciekawe, głównego bohatera gra Brandon Lee, który, po pierwsze, jest synem Bruce’a Lee (tak, tego Bruce’a Lee!), po drugie, podobnie jak jego ojciec zginął na planie filmowym „Kruka” właśnie. Podobno ginie od strzału z pistoletu, który miał być nabity ślepakami. A nie był. Jakby to powiedział Vonnegut: zdarza się. Niektórzy twierdzą, że to nie przypadek, ale to temat na osobną dyskusję.

Trylogie „Batmana”

Miałam poważny problem, którą ekranizację wybrać, Nolana czy Burtona? Nie wybrałam więc żadnej. Nolan postawił na podrasowany realizm, chrypę Christiana Bale’a i szalonego Jokera. Nie zapominajmy jednak, że jego przeciwnikiem z 3 trzeciej części jest równie świetny Bane (Tom Hardy). To, że Krzysiek uwielbia patos i trochę taką „pseudoemocjonalność”, wiemy wszyscy i ja nie mam mu tego za złe. Warto obejrzeć. Ale Tim Burton stworzył niesamowity klimat, zresztą jak zawsze. Jego trylogia jest bardziej komiksowa, Gotham mroczniejsze (nie przypomina NYC),
a Joker… Cóż Jack Nicholson to Jack Nicholson i chyba trudno ująć go w jakiekolwiek określenia. Dobrze jest obejrzeć, poczuć inny klimat i nie tylko kontrować, co może porównać do dzieła Nolana. Z pewnością obie wizje są bardzo ciekawe.

Sin City” (2005, 2014)

Krąży to opinia, że jest to „ekranizacja perfekcyjna”. A przecież nie tak znana i nie tak kasowa jak inne produkcje komiksowe. Mamy dwie części: „Sin City: Miasto grzechu” oraz „Sin City: Damulka warta grzechu”. Są to posklejane różne historie, które w swobodny sposób łączą się ze sobą. Przepełniony jest ten film, a właściwie te filmy, przemocą, lekkim kiczem, ale przede wszystkim naprawdę rewelacyjnym klimatem. Jedna z moich ulubionych pozycji filmowych. Wśród obsady znalazły się takie nazwiska jak Bruce Willis, Clive Owen, Jessica Alba, Micky Rourke, Elijah Wood (jedyny film, gdzie nie przypomina mi Frodo z LOTR), Eva Green, Joseph Gordon-Levitt… Oj długo by wymieniać. Film to wierne przeniesienie obrazów z komiksu Franka Millera. Mroczna czerń, niewiele bieli, akcenty czerwieni. Daje to naprawdę niesamowity efekt. Palce w pierwszej części maczał Tarantino i widać to bardzo wyraźnie. Jeżeli wam nie przeszkadza, że bohater dostaje dziesięć kulek w serce, a i tak dzielnie maszeruje dalej, to jest to pozycja dla was. A jeśli przeszkadza… no cóż, i tak obejrzyjcie!

Watchmen. Strażnicy” (2009)

Film ten wyszedł spod zwinnych rączek Zacka Snydera, który wyreżyserował wspomnianych już „300”. Opowiada o strażnikach. Ich działalność została zakazana, a światu grozi wojna nuklearna. Co więcej ktoś próbuje pozbyć się superbohaterów, choć powiedzmy szczerze, ich zdolności nie są wybitne. Oprócz doktora Manhattana, który potrafi wszystko, może poza stwarzaniem materii. Fabuła jest jednak tylko środkiem do ukazania skomplikowanych ludzkich osobowości. „Superbohaterowie” ocierają się, może nie tyle o czarne charaktery, ile o antybohaterów. Snyder, a właściwie Alan Moore mówi, że każdy ma swe słabości. Jest to jedna z moich ukochanych pozycji filmowych, pozostawia niesamowitego kaca moralnego. Znalazłaby się zapewne we
w czołówkach wszystkich rankingów, o ile bym takie tworzyła. Rewelacyjna czołówka, dość prowokacyjny soundtrack, realistyczne dialogi, pasjonujące postacie. Chyba najlepszy film komiksowy wszech czasów. Pobić go może jedynie ekranizacja „Sandmana”, ale do realizacji komiksu Sama Gaimana jeszcze daleka droga. To kolejny film do oznaczenia „must see!” i tyczy się to nawet tych osób, które za takimi dziełami się nie interesują.


Przedstawiłam tutaj tylko kilka ekranizacji komiksowych. Niektóre są znane bardziej, inne mniej. Wszystkie jednak posiadają unikatowe cechy, które tworzą z nich dzieła nietuzinkowe. Warto obejrzeć i zastanowić się, czy taki „Kapitan Ameryka” zasługuje na miano wybitnego. 😉

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.