IDENTYFIKUJMY SIĘ

Ledwo się obejrzeliśmy, a tu już minęły trzy, cztery miesiące nauki, no, właściwie cały pierwszy semestr, zaraz święta… Przyszedł też Mikołaj – gruby, czerwony pan. A właściwie nie gruby, nie czerwony i zdecydowanie nie pan, bo był to Mikołaj w postaci przewodniczącej, a więc całkiem uroczej panny. Ale prezenty były (nie całkiem na mikołajki, ale można powiedzieć, że tak około, kto się będzie czepiał o tygodnie). Każdy z nas dostał coś wyjątkowego – mały, delikatny kartonik, ukryty w kawałku plastiku, zawieszony na zaskakująco czerrrwonej smyczy. A na tym prostokąciku –  osobista twarz, a nawet nazwisko. Jednym słowem – identyfikator.

Oczywiście pierwsza reakcja to zdziwienie („Jak to? Nam? MATURZYSTOM? Identyfikatory?”), refleksja („Boże, to zdjęcie, dwadzieścia kilo temu”, „Ha ha, wtedy miałam jeszcze okulary. Boże”), u niektórych wyparcie i bunt („Niech się w nos pocałują. Mam to nosić? po moim trupie!”). Jednak innowacja jakoś się przyjęła, mimo początkowych sprzeciwów. Chociaż można odnieść wrażenie, że zmiany jeszcze się nie zakończyły.

 

Państwo Profesorowie identyfikatorów nie dostali.

 

Właściwie dlaczego? Pan Dyrektor w komunikacie starał się wyjaśnić, że nauczycieli jest mniej w porównaniu do uczniów i w związku z tym… No, ale chwileczkę. Prosta matematyka – w porównaniu do uczniów, rzeczywiście, pracowników szkoły garstka. Ale dokładnie jednak – ilu? Osiemdziesiąt osób? Dziewięćdziesiąt? To trochę zmienia postać rzeczy.

 

Rozumiem, że nie każdy nauczyciel chce nosić identyfikator – tak samo jak uczeń. Ale spójrzmy na to z perspektywy bezpieczeństwa. Mamy mnóstwo uczniów w szkole – rozrzut ogromny, bo z jednej strony maturzyści, prawnie dorośli, wielkie baby i wielkie chłopy. Z drugiej strony jednak pierwsze klasy gimnazjum – ogromny potencjał drzemiący w młodych ludziach, którzy mogą czuć się trochę onieśmieleni, chociażby przez ogromny gmach szkoły, nie mówiąc już o starszych kolegach. Taka osoba ma zgłosić się do nauczyciela – ale który to nauczyciel? Każdy czuje się trochę pewniej, wiedząc z kim rozmawia.

 

Nie mówiąc już o prostej sprawie – jak się kto nazywa? Państwo Profesorowie, my wiemy, że macie problem z zapamiętaniem naszych nazwisk i imion… ale my z Waszymi też! Wstyd się przyznać, ale nawet po kilku latach nauki można doznać wrażenia białej plamy w łepetynie – jak ta babka się nazywa?! A tu trzeba poprosić o rzeczoną nauczycielkę pod pokojem!

 

Przybyło też dużo nowych nauczycieli. To świetnie, im więcej pasjonatów nauczania, tym lepiej – ale z nazwiskami może być trudno. Nie tylko uczniom, ale i innym uczącym. Bo, powiedzmy sobie szczerze, czy każdy nauczyciel zna wszystkich innych nauczycieli? Czy każdy profesor wie, jak ten drugi się nazywa? Jak wygląda? Czego uczy? Czasem do szkoły przychodzą rodzice – i też niekoniecznie wiedzą, do kogo się zwrócić, często jedynym ich kontaktem jest wychowawca. Gdyby nauczyciele mieli identyfikatory, wzajemne relacje byłyby prostsze i łatwiejsze.

 

Szkoła to miejsce publiczne, zamknąć jej nie można. Zazwyczaj nie jest to problemem, ale od czasu do czasu zdarzają się przykre incydenty, mniej lub bardziej znane społeczności uczniowskiej. Jednym z moich ulubionych jest historia (autentyczna!) kobiety, która w naszej szkolnej toalecie, a dokładniej w umywalce, myła sobie głowę. Zdenerwowała się ogromnie, kiedy grupka dziewcząt weszła do pomieszczenia – przecież ona myła sobie głowę, a te jej przeszkadzają. Do szkoły skorzystać z toalety chodzą również panowie taksówkarze. Szkoła jest dla ludzi, toaleta tym bardziej, ale zastanówmy się nad tą kwestią – przychodzi dorosły do szkoły i niekoniecznie może mieć szczere intencje. I napotyka młodego człowieka, wmawiając mu, że jest nauczycielem. A tak naprawdę… Wierzę, że żaden z uczniów naszej szkoły nie poszedłby bezmyślnie za jakimś pedofilem, ale czy możemy przewidzieć każdą sytuację?

 

Nie chodzi tu o różnie rozumianą równość i sprawiedliwość – „jak my nosimy, to Wy też”. Myślę, że warto rozważyć kwestię bezpieczeństwa. Nie byłby to ewenement w Krośnie – identyfikatory nauczyciele noszą np. w Elektryku i nie mają z tym problemu. Wiem zresztą, że niektórym nauczycielom naszej szkoły identyfikatory nie przeszkadzałyby. Potraktujmy to jako coś naszego, kopernikańskiego. Rozumiem, że nie każdemu profesorowi uśmiecha się mieć na piersi swoje zdjęcie – ja za każdym razem krzywię się, kiedy widzę swoją uwiecznioną na tej okropnej i starej  fotografii gębę. U Profesorów wystarczyłoby imię i nazwisko.

 

W sumie do identyfikatora idzie się przyzwyczaić. Chociaż spróbujmy 🙂

Maturzystka

Słowo od redakcji:

Niedawno przeprowadziliśmy na stronie ankietę dotyczącą wprowadzenia identyfikatorów w naszej szkole. Na 406 głosów aż 321 (79%) nie popiera wprowadzenia identyfikatorów, 68 (17%) popiera, a pozostali, czyli 16 głosów (4%) nie ma na ten temat zdania. Pokazuje to chyba trafność wprowadzenia owych plakietek do naszej szkoły.

Swoją drogą, z identyfikatorem każdy wydaje się mniej podejrzany:

id

Obrazek znaleziony w internecie 🙂

4 komentarze

  • Fluffy Disaster

    Tłumaczenie, że profesorów “jest mniej” jest moim zdaniem bez sensu. Skoro jest ich mniej to w takim razie za identyfikatory wyjdzie taniej niż dla uczniów 😉 Mniej, ale dalszym ciągu ok. 80 i części pewnie do tej pory nie widziałam (1kl LO 😉 ) Najlepiej gdyby oprócz imienia i nazwiska mieli jeszcze drobnym druczkiem przedmiot/y, których uczy. Jednocześnie też powinni ponosić konsekwencje za ich nie noszenie, 5 razy i na dywanik. Jeśli czegoś wymagamy to wymagajmy tego od wszystkich po równo.

  • Identyfikatory nadal nie są sprawdzane. A jeśli są – to przez nielicznych nauczycieli i wyłącznie na lekcjach. Nadal KAŻDY może wejść do szkoły niezależnie od tego, czy ma identyfikator, czy nie – na przerwach NIKT nie zwraca na to uwagi, tak jak nikt nie kontroluje kto do szkoły wchodzi.
    Nie dajmy sobie wmówić, że to dla naszego bezpieczeństwa!
    Pan wicedyrektor w dniu wprowadzenia identyfikatorów dla klas pierwszych i drugich powiedział, że zdjęcie możemy sobie przykleić inne. Ciekawe czy można wydrukować sobie inny kartonik, z użyciem innej czcionki, innych kolorów… Już rozumiecie? Na tych identyfikatorach nie ma niczego, co potwierdzałoby jego autentyczność. Na każdym z nich powinna być przybita pieczątka dyrektora szkoły – wówczas potencjalne osoby chcące wejść do szkoły z zewnątrz (nie będące uczniami Kopernika) nie mogłyby go tak łatwo podrobić.
    Pamiętajcie, że identyfikatorem jest tylko ten kartonik, a nie plastikowa obudowa, czy ohydna czerwona smycz. Każdy może używać jakiejkolwiek innej smyczy lub używać przeźroczystej plakietki, którą przyczepia się do odzieży za pomocą klipsa lub agrafki. Wyglądu kartonika zmieniać podobno nie wolno, ale do zmienionych zdjęć nikt się nie przyczepi – bo i po co?
    Smycze, które dostaliśmy oprócz tego, że brzydkie, są również zupełnie niepraktyczne. Obrotowa końcówka powoduje, że identyfikator obraca się, a niektórzy nauczyciele wymagają, aby był on zawsze przodem. Może trzeba było wcześniej o tym pomyśleć i zrobić dwustronne kartoniki? Czemu za bezmyślność osób, które zleciły wykonanie takich oto identyfikatorów, mają cierpieć uczniowie? Podobny problem jest z ich długością. Mogłoby się wydawać, że jeśli nie są one dla naszego bezpieczeństwa, to może po to, aby nauczyciele wiedzieli jak mają się do nas zwracać (wiadomo, skleroza…). Naprawdę? Długość smyczy powoduje, że siedząc na lekcji plakietka znajduje się pod ławką. Zdarzają się nauczyciele, którzy wymagają, aby je trzymać w ten sposób, aby były cały czas widoczne… A jeśli tak nie jest, to czyja to jest wina? Oczywiście uczniów! Widziałam wiele przypadków, gdy biedni podwładni wiążąc guzki na drugim końcu smyczy, skracali ich długość. W efekcie nauczyciele byli zadowoleni, ale uczniowie wyglądali jakby na szyi zamiast smyczy mieli… obrożę.
    W dniu, gdy pierwsi (nie)szczęśliwcy dostali te jakże piękne identyfikatory, pan wicedyrektor próbując wytłumaczyć ich ideę jednej z klas, dodał, że zostały one wprowadzone tylko dla gimnazjalistów oraz klas pierwszych i drugich LO – “…maturzyści odchodzą za kilka miesięcy, więc nie opłaca się już wyrabiać też dla nich”. Następnego dnia na ich temat rozmawiałam z pewną nauczycielką. Nie wiedziała co odpowiedzieć na moje wątpliwości, ale gdy zwróciłam uwagę na to, że także nauczyciele powinni je posiadać (1. niekoniecznie pamiętamy ich imiona, 2. potencjalny przestępca chcący wtargnąć do szkoły wcale nie musi być naszym rówieśnikiem), jej reakcja była następująca:”Nauczyciele identyfikatory?! No bez przesady!!!”
    Tak jakby to było jakieś upokarzające i przysługiwało tylko uczniom i ekspedientkom w sklepie.
    Widać do p. dyrektora dotarło, że to trochę bezsensu wprowadzać identyfikatory tylko dla wybranych klas, bo po tygodniu otrzymali je również maturzyści. (pan w-ce dyrektor podsunął nam pomysł, aby w momencie, gdy ktoś na korytarzu zarzuci nam brak posiadania identyfikatora, odpowiadać, że jesteśmy z klasy 3).
    Na koniec wyjawię jeszcze jedną jego myśl, myślę, że fajny i możliwy do realizacji pomysł:
    “Może się tak zdarzyć, że nauczyciele nie będą respektować obowiązku sprawdzania uczniom identyfikatorów, a oni stopniowo coraz rzadziej je przynosząc, doprowadzą do ich całkowitego zapomnienia, wycofania”.
    Kopernikańscy obywatele! Buntujmy się przeciwko nieracjonalnym rozwiązaniom, zasadom, które nie mają żadnego sensu! Nie bądźmy jak barany podążające ślepo przed siebie, którym nie przeszkadza, że założono im czerwone oznaczenia, nie przyjmujmy argumentu “bo tak”, “bo tak jest i musi być”, “jeśli tak jest, to widocznie tak trzeba”. Jeśli coś nie ma sensu, to są dwa wyjścia: albo przestać to kontynuować, albo zrobić coś, aby miało to sens. Więc albo noszą wszyscy bez wyjątku i są one sprawdzane przy wejściu do szkoły, albo nie nośmy ich wcale…

    • Witam. Jestem z przez licealistow znienawidzonego gimbazjum, z klasy trzeciej i chce przypomnieć (klasy trzecie będą wiedzieć), że indetyfikatory już były wprowadzane, nawet swójj zachowałem. Po kilku tygodniach coraz mniej osób zaczęło je prznosic ( a przeciez mialy byc tak sprawdzane) i w końcu gdzieś w marcu, tylko co 20 osoba miala indetyfikator na bluzce ( kujony i lizusy), wiec mysle ze bunt bylby odpowiednią formą zniesienia pełnych błędów i prostactwa plakietek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.