Polemika z Poetą

25d930804f31079547bc70a93e530cd91cb48d9b

TO

Czesław Miłosz

Żebym wreszcie mógł powiedzieć, co siedzi we mnie.
Wykrzyknąć: ludzie, okłamywałem was
Mówiąc, że tego we mnie nie ma,
Kiedy TO jest tam cięgle, we dnie i w nocy.
Chociaż właśnie dzięki temu
Umiałem opisywać wasze łatwopalne miasta,
Wasze krótkie miłości i zabawy rozpadające się w próchno,
Kolczyki, lustra, zsuwające się ramiączko,
Sceny w sypialniach i na pobojowiskach.

Pisanie było dla mnie ochronną strategią
Zacierania śladów. Bo nie może podobać się ludziom
Ten, kto sięga po zabronione.

Przywołuję na pomoc rzeki, w których pływałem, jeziora
Z kładką między sitowiem, dolinę,
W której echu pieśni wtórzy wieczorne światło,
I wyznaję, że moje ekstatyczne pochwały istnienia
Mogły być tylko ćwiczeniami wysokiego stylu,
A pod spodem było TO, czego nie podejmuję się nazwać.

TO jest podobne do myśli bezdomnego,
kiedy idzie po mroźnym, obcym mieście.

I podobne do chwili, kiedy osaczony Żyd
widzi zbliżające się ciężkie kaski niemieckich żandarmów.

TO jest jak kiedy syn króla wybiera się na miasto
i widzi świat prawdziwy: nędzę, chorobę, starzenie się i śmierć.

TO może też być porównane do nieruchomej twarzy kogoś,
kto poją, że został opuszczony na zawsze.

Albo do słów lekarza o nie dającym się odwrócić wyroku.

Ponieważ TO oznacza natknięcie się na kamienny mur,
i zrozumienie, że ten mur nie ustąpi żadnym naszym błaganiom.

 

 

 

 

 Moje TO.

Czym jest dla mnie TO? Zadając sobie to niecodzienne pytanie, czuję jak me serce napełnia TO uczucie. Jest ze mną każdego dnia. Pojawia się znikąd, jak nieproszony gość w wigilijny wieczór. Wpuścić je do środka? Nie mam wyboru, samo wedrze się do mojego wnętrza, jakby chciało stopić się z moją duszą. W dzień odrywa myśli od spraw doczesnych, w nocy nie pozwala zasnąć. Nawet teraz, kiedy piszę czuję ten ucisk, TO uczucie, leżące na mojej piersi nie pozwala wziąć pełnego oddechu. Przychodzi TO do mnie, kiedy najmniej się tego spodziewam, niczym sen na jawie o poranku. TO jest przeźroczyste, bezbarwne. Jest ulotne jak chwila rozkoszy. W czym TO dostrzegam? Widzę TO w fotografii bliskiej osoby, którą ludzie noszą w portfelu. Widzę TO w śmiechu romskiego dziecka, bawiącego się na ulicy. Ale widzę TO też w smutnym spojrzeniu osoby, spoglądającej na czarno-białą fotografię w portfelu. Widzę TO w głosie matki, krzyczącej na romskie dziecko, bawiące się na ulicy. Czuję TO ambiwalentne uczucie. Jak dać mu na imię? Nie wiem. TO właśnie ono – bezimienne, nienazwane, dopada mnie w ten słoneczny dzień, teraz kiedy piszę. Czuję TO, patrząc na białe kwitnące róże, ale ile takie róże mogą kwitnąć. Czuję TO, patrząc ma zieloną trawę, ale czy ta trawa nie może być bardziej zielona. Czuję TO, słysząc śpiew słowika, choć widzę, jak czarny kot czai się za drzewem. Czuje ciepło, płynące z promieni słonecznych, otulające moje blade ciało, ale widzę kłębiastą chmurę, pędzącą w stronę życiodajnego światła. Pcha ją ten sam wiatr, który potrafi przecież tak pięknie rozwiewać moje włosy. Czuję jak falbana mojej sukienki głaszcze mnie po nodze. A co jeśli, to nie sukienka, a wąż, pełznący wokół mej stopy, którego nie widzę. Czuję TO, patrząc na puszyste kocięta wtulone w swoją matkę, ale już słyszę pukanie „ktosia”, który chce je od niej zabrać. Widzę TO w rodzicach, uśmiechających się do siebie, chociaż wiem, że jeszcze tego samego dnia się pokłócą. Każdego dnia widzę  TO w przyrodzie, ludziach, w otaczającym mnie świecie. Czuję TO, kiedy patrzę na ludzi, beznamiętnie  mijających się na ulicy. Ale chyba ten pan się do mnie uśmiechnął. Czuję TO, kiedy patrzę na bezdomnego, proszącego o 5 złotych na alkohol. Widzę bezkresną szczerość w jego błękitnych oczach. Czuję TO, kiedy patrzę na skamlającego psa i łzy, spływające po policzku dziecka, któremu najzwyczajniej szkoda pieska, uwiązanego na łańcuchu. Jakież to dziecko jest niewinne. Czuję TO, kiedy czytam wiersz Baczyńskiego, karmiąc się pięknym słowem poezji i napawając swoją duszę ciemnym obrazem wojny. I to moje pisanie, które nie może wyglądać inaczej, bo TO tego nie chce. TO wlewa do mojego serca wrażliwość. Jak ona teraz pięknie płynie, jak wodospad w dzikiej puszczy. A teraz TO wypuszcza ze złotej klatki nadzieję, która frunie wprost na mnie. TO wchodzi w moje uszy i zaczynam słyszeć melodię, graną przez świerszcze. Teraz czuję zapach wonnych kwiatów, zowiących się – Miłość, który otula cały świat.

Znów siedzę w pustym pokoju, patrzę na śnieżnobiałą ścianę  przed sobą. TO utula mnie ciepłym ramieniem i szepce mi do ucha: „Cierpliwości, już niedługo znowu to poczujesz”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.