Tam, gdzie Polacy widzą dramat[…] wielu Czechów widzi coś śmiesznego – spotkanie z Mariuszem Szczygłem

 

IMG_2201

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być ulubieńcem swojej nauczycielki od języka polskiego? Może akurat jesteście i nie musicie się bać niespodziewanej odpowiedzi na ocenę przy całej klasie. Talent do pisania ciekawych i mądrych wypracowań zawsze jest atutem. Tak swoje czasy szkolne zapamiętał Mariusz Szczygieł, którego mieliśmy okazję posłuchać 3 października 2017r. w Krośnieńskiej Bibliotece Publicznej w ramach projektu “Biblioteka- miejsce czytania, miejsce działania” finansowanego z programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego “Partnerstwo dla książki”. Pochodzący ze Złotoryi dziennikarz, to absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1990-1996 był reporterem w “Gazecie Wyborczej”. Był także współautorem i prowadzącym talk-show “Na każdy temat” w TV Polsat. Mariusz Szczygieł to autor wielu zbiorów reportaży, m.in.  “Gottland”, “Kaprysik. Damskie historie”, “20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła”. Popołudniowe spotkanie poprowadziła pani profesor dr Zofia Bartecka- Prorok. Uczestnicy mieli okazję posłuchać opowieści pana Mariusza z jego dzieciństwa oraz początków jego dziennikarskiej kariery. Duże zainteresowanie wzbudziła jego znajomość ze znaną aktorką Zofią Czerwińską i pisarką Hanną Krall. Po części oficjalnej mieliśmy przyjemność porozmawiać z panem Mariuszem osobiście. Serdecznie zapraszamy do przeczytania naszego wywiadu.

1.Skąd się wziął u Pana pomysł, aby zostać reporterem?

Myślę, że z dwóch rzeczy. Z tego, że byłem jedynakiem, którego mama niechętnie puszczała na podwórko. Ja to podwórko obserwowałem z okna, bardzo chciałem należeć do tej grupy, która się bawiła, być jednym z tych chłopaków, którzy tam biegają. Trochę byłem maminsynkiem i szukałem sposobu, jak do nich dotrzeć, aby mnie zaakceptowali. Jak już na to podwórko wyszedłem, od czasu do czasu, to starałem się zwrócić na siebie uwagę tym, że opowiadałem ciekawe rzeczy. Opowiadałem niestworzone historie. To się chłopakom podobało. Potem się zorientowałem, że w ogóle pisanie wypracowań i opowiadanie historii jakoś mi przychodzi łatwo. I tak wpadłem na pomysł, że mogę być dziennikarzem. A potem się zorientowałem, jak miałem jakieś 13-14 lat, kiedy zobaczyłem w księgarni, w moim mieście Złotoryi, taką książkę, która się nazywała „Baśnie udokumentowane”. Wydawało mi się, że to jakieś bajki. Zajrzałem do niej i okazało się, że to nie są żadne bajki. To są reportaże Krzysztofa Kąkolewskiego. Te „Baśnie udokumentowane” to były niesamowite historie. Zaczynały się tak ciekawymi zdaniami, miały w sobie taką grozę, napięcia, taką tajemnicę. I myślę sobie- Aha… tak też można pisać. Miałem wrażenie, że to wszystko połączyło się w jedno, czyli opowiadanie, ale opowiadanie takie, którego chciałoby się słuchać. Szybko więc się zorientowałem, że nie mam być recepcjonistą w hotelu, tylko jednak mogę żyć z pisania. Takie były początki. Bardzo lubię to, co robię.

 

2.Jakie cechy powinien mieć dobry reporter?

Reporter musi chyba zauważać rzeczy, których inni nie widzą. Czyli musi być spostrzegawczy. Dam taki przykład: Był taki reporter Egon Erwin Kisch, który mieszkał w Pradze, pisał po niemiecku, z pochodzenia był Żydem. Był bardzo znanym reporterem. To był taki Kapuściński pierwszej połowy XX wieku. On nie znał francuskiego, ale pojechał do Francji, do Paryża, razem z profesorem z Uniwersytetu w Pradze. To były lata 30., kiedy był wielki kryzys. Weszli do kawiarni. Kisch spojrzał na popielniczkę i powiedział do profesora: „Kryzys zdaje się minął”, a ten profesor: „A po czym pan to poznaje, panie Egonie?”. On odpowiedział: „ Ludzie wyrzucają coraz większe niedopałki papierosów”. Czyli zauważył coś, czego inni nie dostrzegali. Reporter też musi lubić ludzi, bo jeśli ktoś nie lubi ludzi, to nie będzie umiał z nimi rozmawiać, nie wydobędzie od nich tej prawdy, którą chce wydobyć. Jak ktoś lubi ludzi to od razu widać, że jest sympatyczny. Trzecia rzecz- to na pewno musi umieć pisać. Trzeba mieć jakiś talent, jak to mówi mój tata „trzeba mieć taki dryg w dłoni”. Talent do pisania jest ważny. Oczywiście, jak ktoś pisze dobre wypracowania w szkole, to prawdopodobne, że będzie pisał dobre teksty dziennikarskie. Chociaż wypracowanie bardzo się różni od reportażu i tekstu dziennikarskiego. Reportaż nie musi mieć takiej formuły, nie musi mieć stale wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Można zacząć pisać reportaż od końca historii.

IMG_2199

3.Co powinien zawierać reportaż, który ludzie chętnie będą czytać?

Powinien być zaskakujący. Każdy akapit powinien być jakby zaskoczeniem- to znaczy musi być tak napisany, aby czytelnik nie chciał się od niego oderwać. Czyli dobry tekst reporterski nie może zawierać oczywistości, bo jak mamy pisać o tym, o czym wszyscy wiedzą – to chyba nie ma sensu pisać. Musimy się zawsze zastanowić, czy mamy czytelnika czym zaskoczyć. Poza tym tekst powinien zawierać sceny, dzięki którym moglibyśmy sobie wyobrażać ten reportaż jak film. Żeby te sceny działały na wyobraźnię. Czyli to nie może być coś, co przypomina bardziej referat szkolny na jakiś temat tylko raczej scenariusz filmu. Czyli nie byłby to reportaż, gdybyśmy napisali: „Jan Kochanowski był wybitnym poetą renesansu”. To jest domena wypracowania. Trzeba by raczej opisać tego Jana Kochanowskiego „Na lipę”. Gdyby się okazało, że możemy się przenieść do renesansu i obserwować Kochanowskiego, to pasuje opisać tę lipę, czy ona jest wysoka, czy niska, czy szeroka, czy on się o nią opiera, czy siedzi na ławce czy na kamieniu. Spytać go, czy ten kamień go uwiera. Zaraz by powstała taka filmowa obrazowa scena. W reportażu raczej pokazujemy sceny i cytujemy dialogi.

4.Jakie wyzwania i trudności przynosi praca reportera?

Ja ją tak lubię, że nie widzę zupełnie trudności. Wyzwania: trzeba dużo podróżować, a jak się ma rodzinę, to ona może ciężko znosić naszą nieobecność. Tak jest w moim przypadku. Dalej: ludzie, zwłaszcza młodzi, coraz bardziej nie lubią czytać, muszę więc starać się tak pisać, żeby,  jak już ktoś zacznie czytać mój reportaż czy książkę, nie mógł się od niej oderwać.

5.Od jak dawna interesuje się Pan Czechami?

Od 2001 roku czyli od 17 lat.

6.Czym różnią się według Pana Polacy od Czechów?

Czesi w większości umieją żyć i być szczęśliwi bez Boga i religii. Polacy w większości nie. To podstawowa różnica. Tam, gdzie Polacy widzą dramat albo nieszczęście, wielu Czechów widzi coś śmiesznego. Ten sam film “Miłość blondynki” Milosa Formana ma na czeskim plakacie napis” “filmowa komedia”, a na polskim “dramat psychologiczny”. Jak to możliwe? No, takie są różnice między nami w postrzeganiu świata. Podpowiadam wam fajne zajęcia: wypożyczcie ten film, obejrzyjcie na lekcji i zróbcie dyskusję, co dowcipnego zobaczyli w nim Czesi, a co poważnego Polacy.

IMG_2198

7.W swojej karierze zdobył Pan wiele nagród. Które mają dla Pana szczególne znaczenie?

Nagrody to są takie komunikaty – twoja praca jest dla kogoś ważna. Najbardziej lubię nagrodę Mediator, którą przyznają co roku w Krakowie studenci szkół dziennikarskich z całej Polski. Dostałem Mediatora dwa razy – raz w kategorii “Detonator” (podobno coś swoim reportażem zdetonowałem), a w ubiegłym roku za całokształt w kategorii  “Autorytet”. Jeśli facet w moim wieku może zaimponować młodym ludziom, to ten facet bardzo się cieszy.

8.Czy to prawda, że marzył Pan o byciu lektorem?

Wyobrażałem sobie, kiedy miałem 15-16 lat, że jestem lektorem radiowym. Wchodziłem do łazienki, gdzie był duży pogłos i odczytywałem program telewizyjny z gazety lub fragmenty książek. Dziś mam na swoim koncie cztery nagrane audiobooki, na których czytam swoje książki. Nie jak aktor czy lektor, bardziej jak nieprofesjonalny autor, ale sprawia mi to dużą przyjemność. Nagrałem też płytę muzyczną “Projekt: prawda muzycznie”, gdzie ja czytam swoje teksty, a muzycy grają do nich wariacką muzykę. Lektorem więc nie jestem, ale dostałem szansę interpretowania głosem własnych tekstów. Nieraz słyszę od różnych kobiet, że mój głos dobrze na nie działa. Jedna mi się zwierzyła, że włącza jakiś mój audiobook sobie przed snem i natychmiast zasypia. Nie wiem, czy to komplement, czy wręcz przeciwnie.

9.Jest Pan bardzo wesołym człowiekiem, czy zdradziłby Pan naszym czytelnikom skąd tyle optymizmu?

Nie wiem skąd, mam to chyba wrodzone. Uważam, że z każdej nawet negatywnej i dramatycznej sytuacji możemy wyciągnąć dla siebie coś dobrego. Każda przykrość może nas wzmocnić, z każdej możemy wysnuć dobre wnioski dla siebie. W książce “Gottland” piszę o czeskim twórcy imperium butów, Bacie. Tomasz Bata uważał, że każdą wadę można zamienić w zaletę. Kiedy trwał wielki kryzys lat 30., brakowało mu pieniędzy i skór na buty. Miał tylko duże ilości płótna. Wpadł na pomysł, żeby wykorzystać to, co ma. Z tego co było tylko dodatkiem do butów – płótno – uszyć cały but. I tak wymyślił płócienne buty, które podbiły świat jako hit obuwniczy. Nagle uświadomił sobie, że buty nie muszą być tylko ze skóry. Nikt wcześniej na to nie wpadł. Jestem bardzo podobny do niego w myśleniu. Nie mam tego, co chcę, to myślę nad tym, co zrobić z tego, co mam. Czyli wszystko traktuję jako wyzwanie dla mojego myślenia: braki, niedostatki, wady i porażki. Porażka jako przygoda – tego wam życzę.

wywida

Wywiad przeprowadzili Szymon Jakieła i Klaudia Krukar

Za zdjęcia dziękujemy Krośnieńskiej Bibliotece Publicznej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.