Kwiat polskiej kinematografii, czyli recenzja „Smoleńska”

smolensk_plakat

„Poruszający”, „wierny”, „robi ogromne wrażenie”, z dumą głoszą prawicowe media. Jeśli to społeczność konserwatywna była jedyną grupą docelową, do której film był skierowany- dobra robota, panie Krauze. Odnoszę jednak wrażenie, że prawa strona polityczna ucieszy się ze wszystkiego, w czym przynajmniej raz użyto słowa „zamach”.

Twórcą „Smoleńska” jest Antoni Krauze, polski reżyser i scenarzysta. Za scenariusz odpowiada  Marcin Wolski, Tomasz Łysiak i  Maciej Pawlicki, a nad zdjęciami pracował Michał Pakulski. Gatunek filmu to dramat (dla mnie- głównie estetyczny, ale o tym później).
Niemalże fizyczne cierpienie sprawia aktorstwo, które uderza po twarzy przerysowaniem i nieprzyjemną teatralnością.  Rola głównej bohaterki, dziennikarki Niny, odegrana -a raczej „odmęczona”- przez Beatę Fido, była nastawiona na pokazanie stereotypowego, jednoznacznego zła, które reprezentują media. A raczej wybrane media, bo stacja telewizyjna, w której pracuje kobieta, nosi nazwę TVM.  Jak widać, subtelność nie jest najmocniejszą stroną pana Krauzego. Praktycznie wszystkie postacie są płaskie, szablonowe, przewidywalne. Reżyser nie zaskakuje, uderza mocno zauważalnymi truizmami socjologicznymi.
Dramaturgię próbowano również budować poprzez muzykę autorstwa Michała Lorenca.  Próbowano. Muzyka w filmie powinna w sposób wyrafinowany i wysmakowany dopełniać obraz, niestety w tym przypadku śmieszy sztucznością, przypominając ścieżkę dźwiękową „Szczęk”.
Kolejną wadą jest zauważalnie słaby montaż, który -zamiast cechować się odpowiednim rytmem, sposobem narracji, budowaniem figur dramatycznych- jest pokazem przypadkowych, porozrywanych scen, które wyraźnie zaburzają spójność filmu. Ujęcie lądującego samolotu, cięcie, erotyczna scena głównych bohaterów, cięcie, rozmowa biurowa dziennikarki. Technicznie przypomina to amatorski niskobudżetowy film, a nie produkcję, której fundusze wyniosły prawie 10 milionów złotych.
Logikę akcji zniekształca również scenariusz, który jest chaotyczny i nieścisły. Uderzają nierealistyczne dialogi- za głośne krzyki, za bardzo przejmujące szlochy, za wyraźny cynizm. Taki jest właśnie cały film- każdy element musi zostać pokazany w jak najbardziej dobitny sposób. Może pan Krauze obawiał się, że subtelniejszego przekazu publiczność nie zrozumie?
Istota filmu jest klarowna, moralnie czarno-biała. Wahania związane z kwestią zamachu nie dotyczą pytania „czy”, ale „jak” i „kto”. „Smoleńsk” w sposób całkowicie otwarty promuje głęboko zakorzenioną rusofobię, poprzez bardzo tanie i prymitywne zabiegi emocjonalne.
Najbardziej przykrym jest jednak patronat pana prezydenta Andrzeja Dudy.  Promocji nie takich wartości kulturalnych i estetycznych spodziewalibyśmy się po głowie państwa. Może, w tym przypadku, to jednak nie kwestia głowy, a szyi.

One comment

  • Odnoszę jednak wrażenie, że prawa strona polityczna ucieszy się ze wszystkiego, w czym przynajmniej raz użyto słowa „zamach”.

    Okeeeej. Naprawdę? Republikanie, lokaliści, libertarianie… Prawa strona to nie tylko wyborcy PiSu, a i nie wszyscy wyborcy tej partii uważają, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Czas poszerzyć swoje horyzonty myślowe. Lewa strona to nie tylko SLD i Razem, a prawa to nie tylko PiS i KORWiN. Niesmaczny ten pierwszy akapit, choć dalszą recenzję można uznać za znośną.

    Zastanawia mnie tylko… po co to? Czy pojawią się kolejne recenzje? Film “Ostatnia rodzina” czy “Wołyń” to z pewnością ciekawe tytuły. Ale może nie będzie można się nad nimi pastwić, więc nie wzbudzą takeigo zainteresowania? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.