Krosno – ty tu urządzisz. Wywiad z Panem Piotrem Przytockim

1050

Podczas, gdy większość z Was z trudem unosiła powieki w śnieżny wtorkowy poranek i rozmyślała, jak spędzić rozpoczynające się wtedy ferie, my- dziennikarki z matematycznego promeda- będąc już od dawna na nogach, wybrałyśmy się na podbój krośnieńskiego urzędu miasta. Dlaczego? W tym oto budynku czekał na nas Pan Piotr Przytocki, Prezydent Krosna. Wbrew pozorom, które nasuwa nam dumny, prezydencki tytuł, to bardzo otwarty i pozytywnie nastawiony człowiek. Zresztą- przekonajcie się sami!

Natalia: Jest to już pana czwarta kadencja, a stanowisko prezydenta wiąże się z dużą ilością pracy
i z ogromną odpowiedzialnością. Nie jest Pan zmęczony pełnieniem tej funkcji?

Pan Piotr Przytocki: Momentami faktycznie jestem, ale wtedy idę na urlop. Nawet wczoraj byłem na nartach i dziś wróciłem pełen energii oraz zapału do pracy. Nie mam więc problemu z wplataniem odpoczynku w mój tryb życia. Trzeba pracować tak, żeby były efekty tej pracy, a zmęczenie w tym przeszkadza.

Gabriela: Jakie ma Pan plany dotyczące młodzieży naszego miasta na tę kadencję?

Pan Piotr Przytocki: Moje plany materializują się już od jakiegoś czasu. Najważniejsze jest to, by młodzież miała dobre wykształcenie m.in. poprzez uczęszczanie do krośnieńskich szkół. Staramy się
o to, by placówki te były dobrze wyposażone i zaopatrzone- to pierwsza sprawa. Drugą jest pomoc dla tych rodzin, które nie radzą sobie ekonomicznie. Ważne jest, by każdy miał równy dostęp do możliwości, które stwarza gmina, dlatego zaczęła funkcjonować karta dużej rodziny. Mam świadomość, że np. bilety na basen nie poprawią tego bytu “na co dzień”, ale pracujemy nad innymi formami zapomogi. Planujemy także przydzielanie bonów świeżo upieczonym matkom, aby rodziny nie podupadały finansowo ze względu na to, że zdecydowały się na ciążę. Chcemy przez to wesprzeć także cały proces tworzenia się nowych rodzin. W 2005 roku zaczął funkcjonować program przeznaczony właśnie dla młodych rodzin. Wzorzec tego projektu został ściągnięty z Węgier- dostosowaliśmy go do naszych, polskich realiów i był to strzał w dziesiątkę! Dzięki niemu dużo młodych ludzi jest dziś “na swoim”. Tych, którym nie udało się
z powodów ekonomicznych lub życiowych, staramy się wesprzeć w inny sposób. Chcemy także stworzyć warunki do powstawania nowych miejsc pracy, aby jej nie brakowało, by była dostępna dla każdego, adekwatnie do wykształcenia. Małym, a także dużym przedsiębiorstwom oferujemy ulgi, które w Krośnie funkcjonują od co najmniej 10 lat. W dzisiejszych czasach trudno jest nowej firmie wejść na rynek. Chcemy więc “poluzować” rynek, by każdy, kto choć pomyśli o założeniu przedsiębiorstwa, miał taką możliwość. Wspomnę jeszcze o tym pejoratywnie postrzeganym inkubatorze przedsiębiorczości, przez który przewinęło się ponad 20 firm. To nie jest łatwe, by założyć firmę i po wyjściu z takiego inkubatora funkcjonować samodzielnie. Ciągle zgłaszają się do nas nowe przedsiębiorstwa, co znaczy, że ten pomysł jest trafiony. Na ostatniej sesji Rady została uchwalona uchwała o tym, żeby dofinansować ten projekt, by początkującym przedsiębiorcom było po prostu łatwiej.

Natalia: Czy ma pan zamiar kandydować w kolejnych wyborach? Czy rozważał Pan już tę kwestię?

Pan Piotr Przytocki: Jeszcze o tym nie myślałem. Myślę o tym, co jest teraz, co będzie za chwilę, każdy dzień stawia tyle wyzwań, że takie sprawy “co będzie za kilka lat” pozostawiam wróżbitom.

Gabriela: Czy w młodości także interesował się Pan polityką i planował karierę polityczną, czy miał Pan zgoła inne plany?

Pan Piotr Przytocki: Ja zajmowałem się zarabianiem pieniędzy. Moim głównym zadaniem było utrzymanie rodziny, to była moja główna rola. Jeszcze wcześniej, jako student, ciężko pracowałem w spółdzielni studenckiej “Żaczek”, gdzie zdobywałem pierwsze szlify menedżerskie. Muszę się pochwalić, że, razem z kolegą, stanowiliśmy niezły duecik w zarabianiu dużych pieniędzy przy świadczeniu różnych usług na terenie Krakowa związanych z malowaniem mieszkań. Chciał on mnie sprowadzić z tej “dobrej drogi” bycia inżynierem na rzecz malowania, ponieważ mogłem tam zarobić dużo większe pieniądze niż w pracy, którą oferowano mi po studiach. Gdy po skończonej politechnice poszedłem na pierwszy staż, to, gdy dowiedziałem się, ile mam zarabiać, zacząłem się śmiać, dlatego, że moja miesięczna stawka miała być równa dniówce  w spółdzielni “Żaczek”. Musiałem także rozważyć, czy to się opłaca, czy dam radę być inżynierem, czy nie. Praktycznie do 1989r. byłem inżynierem konstruktorem. Gdy zaś kończyłem studia, byłem pewny tylko jednego: że nigdy nie będę inżynierem konstruktorem. Jednak tak właśnie wyglądała moja pierwsza propozycja pracy. Pracodawca przekonywał: “Czy panu się podoba? Mam taką wspaniałą ofertę”. “Nie! nigdy nie będę chodzić na 6 do roboty”- odparłem. Jednak nie mogłem pertraktować. “Proszę pana, zaczynamy o szóstej”. Dojazd tramwajem w Krakowie zajmował mi 40 minut. Policzcie więc sobie, o której musiałem wstać, żeby zarobić tę “wysoką” pensję. Gdy otrzymywałem wypłatę nie wiedziałem, co mam z nią zrobić- było to przed stanem wojennym, makabra! Wrócę jeszcze do sprawy młodego pokolenia. Ludzie kończący studia są jeszcze tak niepokorni, że nie rozumieją, dlaczego nie zarabiają “normalnych” pieniędzy. To jest czas adaptacji, czas zbierania doświadczeń, stawania się pełnowartościowym fachowcem, ale nikomu sie nie chce tyle czekać. Teraz ludzie są zdecydowanie mniej pokorni od tego pokolenia, załóżmy, 30 kilka lat temu.

Natalia: Jakie były najtrudniejsze sprawy, z którymi przyszło sie Panu zmierzyć, w okresie tych trzech skończonych kadencji i tej czwartej, rozpoczętej?

Pan Piotr Przytocki: Najgorsze są chyba konflikty, które wywołują mieszkańcy lub moi przeciwnicy po to, żeby było jak największe zamieszanie w mieście. Staram się być takim człowiekiem, z którym  łatwo się porozumieć, nie stawiam swojego ego na górze, nie twierdzę, że zawsze mam rację, choć inni wielokrotnie się przekonali, że tak jest. Jestem natomiast człowiekiem, który ustąpi, jeśli tylko jest powód, by ustąpić. Natomiast wielokrotnie się zdarzało, że mieszkańcy, którzy mienią się przywódcami jakiś ugrupowań, plują do własnej zupy, czyli, mówiąc inaczej: piszą, donoszą, mają wątpliwości, czy dobrze gospodarujemy pieniędzmi. Każda większa inwestycja realizowana w Krośnie wywoływała jakiś konflikt. Wynika to z tego, że niejednokrotnie mieliśmy problem z uzyskaniem pieniędzy, a potem
z faktyczną realizacją, bo ciągle przyjeżdżały jakieś kontrole nasyłane przez naszych “przyjaciół”, czyli donosicieli. Jest to kwestia przejrzystości, której, jak twierdzą, nie ma. Ktoś, kto nie wie, jak się działa
w samorządzie, może takie głupoty wygadywać. Mówią, że władza w Krośnie jest nieprzejrzysta. Jeszcze tylko brakuje, żeby badali, jak chodzę ubrany! Czasami dochodzi do absurdu. Pewne rzeczy są dostępne w internecie, a ktoś mówi, że nie są. Jak ktoś nie wie, gdzie to znaleźć, to ja jeszcze palcem pokażę- “Proszę, chłopie! Ja tu co miesiąc robię sprawozdanie z własnej działalności, gdzie byłem i co robiłem.”. Jeśli ktoś chce to przeczytać, to przeczyta, jak kto chce zadać pytanie, to je zada, nie ma z tym problemu. Natomiast, jak mówię, problemy na tym stanowisku najczęściej wynikają z braku zrozumienia lub zazdrości, bo “Czemu jemu ma wyjść, skoro może wyjść mnie?”. Jest to stanowisko całkowicie mi obce, bo ja tu nie pracuję dla siebie, tylko dla miasta. Jeśli miastu nie wyjdzie, to nie wyjdzie wszystkim tu mieszkającym. Po co w Krośnie RCKP, po co CDS, po co to czy tamto, dlaczego ulica jest szersza, krótsza, dłuższa, po co most czy wiadukt? I tak po kolei. Trzeba dużo cierpliwości, wytrwałości i niezrażania się różnymi takimi potyczkami, które nie ułatwiają życia. Plusem jest to, że przez te wszystkie kadencje potrafiłem się jakoś dogadywać z Radą, więc mam nadzieję, że w czwartej także się porozumiemy. To, że mam większość w Radzie, nie stanowi o sukcesie, ponieważ każdorazowo radni chcą partycypować
w obradach, chcą być zorientowani do końca, w co gramy. Więc, gdy chcemy uchwalić jakąś trudną, budżetową ustawę, często wybucha burzliwa dyskusja, także w gronie mojego klubu. Natomiast najgorszą rzeczą na świecie jest kiwanie głową na komisjach, a na sesji zrobienie grandy, krzyki do kamery i różne fanaberie, które potem widzi się w telewizji czy słyszy w radio. Rzeczy te są nieprawdopodobne, ale tak to w tej polskiej rzeczywistości wygląda.

GABRIELA: Przejdźmy jednak do bardziej przyjemnych kwestii. Czy podczas Pańskiej prezydentury miały miejsce wydarzenia, które wspomina Pan jako szczególnie zabawne?

Pan Piotr Przytocki: Nie wiem, musiałbym dobrze się zastanowić.

Natalia: Czy przez te kilka lat sprawowania funkcji prezydenta nabył Pan umiejętności oddzielania życia prywatnego od zawodowego, czy na takim stanowisku jest to niemożliwe?

Pan Piotr Przytocki: Kiedy się tu przychodzi, trzeba od razu sobie powiedzieć, że sprawy prywatne zostają odsunięte na bok. Tutaj jest miejsce tylko na te zawodowe. Korzystanie z faktu, że jest się prezydentem, jest łamaniem pewnej etyki funkcjonariusza publicznego. To jest podstawowa zasada. Kwestie dotyczące miasta są tutaj, a te dotyczące rodziny w domu. Nie wiem, czy moja żona choć raz była w urzędzie. Dzieci wielokrotnie dopraszały się, żeby zobaczyć moje biurko. Stwierdziłem, że nie ma się czym chwalić.

Gabriela: Czy zdarzają się sytuacje, kiedy idąc ulicą Krosna, ktoś Pana rozpoznaje, podchodzi i próbuje załatwić jakieś sprawy urzędowe?

Pan Piotr Przytocki: Tak, to częste. Takie sytuacje zdarzają się nawet w kościele, pod koniec Mszy. Ludzie proszą o spotkanie, chcą coś powiedzieć, czasami pożyczyć pieniądze  Rożnie to wygląda, jednak są też
i tacy, którzy podchodzą i komplementują, chwalą to, co robię. To największa satysfakcja.

Natalia: Zmieńmy jednak temat. Jakie są pasje Pana Prezydenta?

Pan Piotr Przytocki: Wczoraj i przedwczoraj byłem na nartach, to moja pasja. Czynny wypoczynek pozwala mi się regenerować. Wtedy wracam do urzędu z energią. Trzeba być w formie.

Gabriela: Jako, że jesteśmy uczennicami I LO, chciałyśmy zapytać o Pańską opinię na temat naszej szkoły.

Pan Piotr Przytocki: To bardzo dobrze, że istnieje taka szkoła, która skupia takie zainteresowanie młodzieży. Mój syn jest absolwentem liceum. Ja natomiast  zauważam ogromne różnice programowe, coś co obecnie przerabia się na studiach, kiedyś było w programie szkół średnich. Szkoła natomiast jest bardzo aktywna, uczestniczy w wielu olimpiadach, w których uczniowie wyróżniają się na tle innych. To dobrze, że istnieje również gimnazjum dwujęzyczne. Cieszmy się, że istnieje taka placówka.
Dziękujemy za poświecony czas i rozmowę.

4 komentarze

  • Wywiad ten został zautoryzowany przez Sz. P. Piotra Przytockiego?

  • troskliwy miś

    Pan Prezydent taki miły i troskliwy WOW. Teraz moje wątpliwości:
    1. Czy w ramach rzetelności autorki porozmawiają z kimś z drugiej strony? Np. żeby się dowiedzieć dlaczego ktoś śmie zarzucać “brak przejrzystości”?
    2. O to czy Pan Prezydent jest otwarty i pozytywnie nastawiony można zapytać kogoś, kto miał z nim konflikt. Może niech z kimś takim autorki porozmawiają?
    3. O CDS też autorki mogły zapytać. Wystarczy przeszukać lokalny Internet i liczne wypowiedzi Pana Prezydenta o tym, że “spółka utrzyma się sama”, a później poszukać informacje o dokładaniu do CDS kolejnych milionów. Zadajcie o to pytanie, to zobaczycie prawdziwie miłą i otwartą twarz.
    4. Czy jak już autorki porozmawiają z innymi ludźmi i sprawdzą fakty, to ekopernik pozwoli im to zamieścić? Wątpię.

  • Przejrzyste samorządy nie przegrywają takich spraw! http://www.zaleze.com/wojewodzki-sad-administracyjny-w-rzeszowie-bezczynnosc-prezydenta-miasta-krosna-miala-miejsce-z-razacym-naruszeniem-prawa/
    Zdaniem Prezydenta wszystko jest dobrze i przejrzyście, a zdaniem sądu jest “rażące naruszenie prawa”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.